RECENZJA: AprAxjA "Tego nie będzie na żadnej płycie"

Bity brudne jak stołeczny dworzec centralny w latach dziewięćdziesiątych, a zarazem szlachetne i klimatyczne jak wielgachna chmura z bongo na dachu Buckingham Palace. Paradoksy made by AprAxjA? Zdecydowanie. Dzisiaj wracam do tych rzeczy bo bardzo cenię niezależność, niekoniunkturalność i przede wszystkim zajawkę tych typów. Ponadto ostatnimi czasy EP-ka taka wjechała na bloki, że ma pływać i ma głową kiwać, rzeczy po imieniu nazywać, pokazywać jaki jest świat, który oni widzą. Bez kitu. Parafraza klasycznej sentencji z czasów WFD dosłownie i w przenośni oddaje charakter tego materiału mimochodem otwierając dzisiejszą recenzję. "Tego nie będzie na żadnej płycie?". A jednak! Zapraszam serdecznie.  

Fat Brutal Sound, brzmienia z piekła rodem

Ileż to razy człowiek szukał świeżych inspiracji muzycznych i nowych brzmień na drugim krańcu świata z przekonaniem, że wszystko co nasze zostało już dawno sprawdzone, a prędzej zaskoczy mnie pogoda w sierpniu, aniżeli jakieś samorodne talenty skitrane gdzieś w podziemiu. Tymczasem nie musiałem nawet ruszać tyłka z miasta, żeby doświadczyć czegoś nowego, alternatywnego mocnego brzmienia opartego na najczystszej zajawce i chęci tworzenia. Wszystko to za sprawą Fat Brutal Sound, czyli raperów, którzy mimochodem wymykają się oklepanym schematom dając słuchaczowi muzykę w opcji 2.0. Energia, emocje i pasja? Zdecydowanie tak, za długo w tym siedzę, żeby dać się nabrać. To autentyk. W efekcie szczera chęć wspierania lokalnej sceny i kilkugodzinna wizyta u chłopaków w Hades Studio były inspiracją do napisania tego tekstu. Za dużo jest łajna na polskiej scenie, żeby obok takich projektów przechodzić lekceważąco. 

RECENZJA: Peja/Slums Attack prod. Brahu "Remisja"

No siemasz. Bez zbędnego farmazonienia przyznam, że większość rzeczy, które wyszły od Ryska po piekielnie mocnym "Na legalu?" zrobiło na mnie podobne wrażenie jak odwołanie tegorocznego festiwalu w Opolu. W efekcie czego z czasem po prostu przestałem sprawdzać nowości z Jeżyc. Dlaczego? Raz. Szerokopjęta warstwa artystyczna. Dwa. Pokręcone akcje pozamuzyczne. Trzy. Zwyczajnie gust mnie się zmienił. I żebyśmy się dobrze zrozumieli... jestem ostatnią osobą, która chciałaby odebrać Ryszardowi w pełni zasłużony status legendy polskiej rap sceny. Dlaczego zatem po tak długiej przerwie ponownie sięgnąłem po materiał Peji? To proste, Brahu Brat w roli producenta i cytując autora "czyste penerstwo z odrobiną skillu". Booom! Zapraszam serdecznie.



RECENZJA: Meek, Oh Why "Rękopisy nie płoną"

5! Symboliczny dysonans na tubie. Meek, Oh Why na głośnikach i AdSense wizualizujący kominiarki z logiem Gangu Albanii tuż obok. I nawet nie chodzi o to, że takie zestawienie pasuje do siebie jak czerwony dziergany sweter i zielony szeleszczący ortalion, Po prostu klamry spinające ostatkiem sił zjawisko znane szerzej jako polski rap lada dzień może pierdolnąć z niemałym hukiem. To dobrze. Dobrze!? - odburknie internet. Tak, bo jeszcze moment i przekroczyłbym rapowy rubikon, chwycił wszystkie płyty i wyjebał bez żalu odchodząc na zawsze w kierunku innego gatunku. Meek, Oh Why muzycznym respiratorem? No nie przesadzaj... ale całkiem miło się tego słucha.