RECENZJA: Wini "Fałszywy rap, prawdziwy hajs"

Taka sytuacja, melanż sobotni, zielona herbata, biała kawa i gadka o rapgrze. Ziomal pyta mnie czy słyszałem już nowy album Winiego? Shit! Ja skonsternowany jak trener Niemców po przegranym meczu z Polakami coś szepczę pod nosem próbując znaleźć wiarygodną wymówkę, jednocześnie na prędkości kminiąc skąd szybko skołować to LP. Wszelako Winicjusz to niekwestionowany arcymistrz rodzimego rapu więc nie znając jego najświeższych nagrań jednogłośnie skazywany jesteś na ostracyzm i nie masz prawa nawet beknąć i pierdnąć, a co dopiero się odezwać. Melo w toku, a ja zostaje oddelegowany na karnego jeżyka celem przemyślenia swojej niefrasobliwości. Bogu dziękować szybko zasysam "Fałszywy rap, prawdziwy hajs" ze Spotify na mojego smartfona i kilka herbat później wracam do świata żywych-nieżywych, a ta recenzja piszę się sama. Bang!