RECENZJA: Eldo "Chi"

Z Leszkiem to jest taka sytuacja, że długie lata przekonywałem się do jego twórczości. Dziś to ja przekonuję innych ale... od początku. Choć "EP" i "Światła miasta" Grammatika to dziś rapowe klasyki, które na przełomie wieków często gościły w moim walkmanie to życia bym za te produkcje nie oddał. Generalnie wiesz, beka była z Eldoki w tamtym okresie. A to zebrał baty od TDF-a w Płocku, za rolę w "Blokersach" nominacji do Oscara nie było, do tego zdarzały się jakieś pseudofristajle w konwencji Kop Robo, które gimbaza katuje po dziś dzień. Po co? Nie wiem. Środowisko również sukcesywnie zwiększało dystans do Leszka, trochę niesłusznie uważam. Ale taka to już jest pożal się Boże "wspólna scena", ogólnie wesoło nie było. Kilka lat później "Eternia" i "CKCUA" były niczym subtelny liść na japę polskiej rap sceny gotującej się we własnym mocno sfermentowanym sosie. Każdy kolejny LP Eldo umacniał jego wysoką pozycję w rapowej układance. Po czterech latach milczenia raper "przemówił". Uwaga, będzie recenzja!