RECENZJA: KęKę "Trzecie rzeczy"

5! Jeżeli sukces rapera zmierzymy sumą sprzedanych płyt, odtworzeń na tubie czy lajków na społecznościowych to KęKi stanowi ścisłą czołówkę, co istotne zupełnie zasłużenie. To jest ta komercyjna, najbardziej wymierna i niemal całkowicie policzalna część rapowego rzemiosła. Ale jeżeli oczami wyobraźni spojrzę na sumę emocji i bezcennych refleksji, które towarzyszą odbiorcom jego rap nagrań, niezliczone grono ludzi niezwiązanych na co dzień z rapgrą, którzy widząc Piotrka na szczycie Olisu skumają w końcu, że rap to nie tylko Gang Albanii oraz pozytywne emocje na twarzy moich bliskich, którzy widzą jak "Trzecie rzeczy" dystansują mnie od problemów życia codziennego to wiem, że mamy do czynienia z... albumem roku, różą która wyrosła na betonie czy też wierszami tak charyzmatycznymi, że nie sposób przejść obok nich obojętnie. Niepotrzebne skreślić, tylko po co? Napisałem recenzję, przeczytasz?