RECENZJA: eŁ. "Rzeźby EP"

W ostatnich dniach miała miejsce premiera pierwszej solówki nijakiego Księcia Kapoty, jakiś czas wcześniej Wojtek Sokół rozbił bank goniąc piętnaście koła preorderów bez opublikowania nawet połowy utworu, tracklisty czy chociażby tytułu albumu. W tak zwanym między czasie kolejne nierozgarnięte dzieci YouTube'a chwyciły za mikrofon skutecznie udowadniając sobie i ziomom, że psu w dupę taka robota. Na scenie coraz częściej wrze jak w garnku grzanym na dużym ogniu. Tymczasem gdzieś w cieniu mainstreamowego zgiełku podziemie dzierga metaforyczne t-shirty na drutach z nadzieją, że w przyszłym sezonie dziatwa z bloków będzie odziana w tą bawełnę. W praktyce rozstrzał jakościowy undergroundu jest i zawsze był olbrzymi, a recenzowanie tych płyt to nierzadko droga przez ciernie, które później tygodniami wyciągam z małżowin. Kilka tygodni temu dostałem EP-kę do recenzji i tym razem było inaczej, zdecydowanie inaczej...



RECENZJA: Konczal "Stan wyższej konieczności"

Po ostatnich recenzjach manistreamowych albumów Tego Typa Mesa i Kuby Knapa przyszedł czas, by zejść do rapowego podziemia albo... nawet piętro niżej. Konrad Konczalski vel Konczal to typ, o którego dotychczasowej działalności scenicznej wiedziałem tyle samo, co o rozgrywkach piłki ręcznej w Albanii, znaczy nic, null, zero. Kto to? Co to? - zapytasz. Dwudziestoletni reprezentant Gdańska, który nagrał nielegal tytułowany i zapewne powodowany "Stanem wyższej konieczności". Celowo nie użyłem terminu "raper" bo cytując jedną z ostatnich wypowiedzi legendarnego Winicjusza to, że ktoś kopie piłkę pod blokiem nie oznacza, że jest piłkarzem. Analogia jest dość prosta. Przesłuchałem to dla was, wnioski poniżej.

RECENZJA: AprAxjA "Tego nie będzie na żadnej płycie"

Bity brudne jak stołeczny dworzec centralny w latach dziewięćdziesiątych, a zarazem szlachetne i klimatyczne jak wielgachna chmura z bongo na dachu Buckingham Palace. Paradoksy made by AprAxjA? Zdecydowanie. Dzisiaj wracam do tych rzeczy bo bardzo cenię niezależność, niekoniunkturalność i przede wszystkim zajawkę tych typów. Ponadto ostatnimi czasy EP-ka taka wjechała na bloki, że ma pływać i ma głową kiwać, rzeczy po imieniu nazywać, pokazywać jaki jest świat, który oni widzą. Bez kitu. Parafraza klasycznej sentencji z czasów WFD dosłownie i w przenośni oddaje charakter tego materiału mimochodem otwierając dzisiejszą recenzję. "Tego nie będzie na żadnej płycie?". A jednak! Zapraszam serdecznie.  

RECENZJA: Somp WPL "Niewidzialny"

Siemasz! Poziom zajarania się jakimś albumem, produkcją czy nawet pojedynczym numerem jest wprost proporcjonalny do czasu, w którym widnieje on na mojej playliście. Banał? Pewnie tak ale idea ta pozwoliła mi pozbyć się rzeszy podupadłych rap krążków sprzed lat, których odsłuch dzisiaj powodował we mnie konwulsje. Tak to już jest, że odchodzi stare, a przychodzi nowe. Niestety proporcje tej "wymiany pokoleniowej" wydają się być mocno zachwiane. Na szczęście pojawiło się światełko ogień w tunelu, z którego na pełnej zajawie wyjeżdża Somp WPL z nowym materiałem. "Niewidzialny" jest niczym respirator, który raper podłącza co poniektórym raperom przypominającym momentami zgredów z oddziału geriatrycznego, którzy założyli sobie fanpage na FB i myślą, że są fajni. Nie są - jeśli rozumiesz analogie. Wracając do pierwszego akapitu Somp w moim odtwarzaczu ma pozycje pole position.